Ani trochę nie była naszemu bohaterowi nieznośną owa lekkość bytu, nie przeszkadzało mu, iż nie nadaje kształtu swojej egzystencji i żadnych po temu nie musi podejmować wysiłków. Przeciwnie, co mu życie przyniosło, przyjmował z łaskawą wdzięcznością jako sobie należną daninę od losu. Potrafił się użalić nad nieszczęśnikami, co skazani są nieść na swoich barkach nieznośne brzemię biedy i wszelkich utrapień, nigdy też nie skąpił - bo szczodrą miał rękę - ofiary na Kościół,

interesowały ja sprawy o opieke nad dzieckiem. Pisała ksia¿ke
Fiona?
Wstał, rozpiał zamek kieszeni i wyjał kluczyki. Otworzył
Coś zanotowała, a potem zerknęła na zegarek i postanowiła skierować rozmowę na inne tory. Jeśli ta pielęgniarka
pania Cahill, zanim przestała byc jego kochanka i wyszła za
- Nikt sie nie odezwał? - spytała Eugenia i Marle nagle
A może po prostu chcesz znowu go zobaczyć?
O Bo¿e, gdyby tylko Nick był tu z nia teraz, pomyslała
literze D i przejrzała nazwiska. ¯adnego nie znała. ¯adne nie
sie do niego odrobine drwiaco - mam troche obowiazków.
Zamknęła torebkę i wyszła na dwór. Zapadał zmrok. Powietrze było gęste i lepkie jak smoła. Samochody na ulicy
waliło jej jak młotem, a w głowie miała zamet.
Alex!
Alex pstryknał zapalniczka i wciagnał dym głeboko w

Pokręciła głową i poklepała go uspokajająco po ramieniu.

najszybciej z całej klasy i starsi chłopcy dostawiali sie do niej.
- Zaraz, zaraz. Nie jestem pewny...
duszy rodziło się przeświadczenie, że zaraz przekroczy granicę, po raz pierwszy, jak nigdy dotąd. Nie dość, że

- Żeby znaleźć prawdziwego zabójcę?

Nade wszystko zaś Santos, którego tylko matka nie nazywała tym imieniem, lubił ludzi. Dzielnica przyciągała osobników różnych ras i różnej maści: złych, dobrych, odstręczających. Fascynowali go zwłaszcza ci, którzy ciągnęli nocą na Bourbon Street, czy byli to wieczni balowicze w poszukiwaniu zabawy, czy wiedzeni ciekawością kolekcjonerzy przeżyć osobliwych.
Po drodze nie podziwiała piękna krajobrazu. W końcu jednak świeża zieleń okolicy i wspaniałe dęby rosnące wzdłuż drogi przyciągnęły jej wzrok. Do wnętrza auta dotarł zapach kwitnących jaśminów.
Santos wzdrygnął się z odrazą.

nia twardo. Z potepieniem w oczach. - Pani ma¿.

martwisz, bo oboje wiemy, że najbardziej zależy ci na dziedzicu.
- Lucienie.
- Pospiesz się - szepnęła wśród pocałunków, zsuwając mu spodnie.